Na tropie programu PO (część 1)

W dniu wyborów, 25 października 2015 roku, spełniwszy swój obywatelski obowiązek udałem się z żoną na koncert rockowy, wychodząc z założenia, że nie wpłynie to na wynik głosowania, a muzyka była i jest dla mnie ważnym elementem życia (niezależnie od tego, kto aktualnie ma władzę). Podczas koncertu zauważyłem niespotykane dotąd zjawisko polegające na migotaniu ekranów telefonów komórkowych i innych gadżetów typu smartfony, ajfony, ajpady i diabli wiedzą, co tam jeszcze. Trochę to rozpraszało, bo Gazpacho to jednak rok progresywny, a nie Zenek Martyniuk. Poza tym do tej pory wydawało mi się, że ludzie, którzy chodzą na tego typu koncerty interesują się polityką w sposób znacząco umiarkowany. Tak faktycznie było, dopóki rządzili ci nowocześni dbający o ciepłą wodę w kranie i nie zawracający ludziom głowy duperelami typu suwerenność, patriotyzm, sprawiedliwość, wyrównywanie szans etc. Jednak tego wieczora sytuacja uległa zmianie.

W szatni podjechał do mnie przerażony koleś (oczy jak ping pongi, nerwowe ruchy, spocone dłonie) i drżącym głosem obwieścił:

- Wygrał PiS i Kukiz, czas emigrować!

- Dlaczego? - zapytałem

-Jak to, dlaczego?! Ty, Zbychu, nie wiesz, ku*wa, dlaczego? - wyraził zdziwienie

- No, ku*wa, nie wiem - odpowiedziałem szczerze

Na tym dyskusja się skończyła i od tej pory spotykając się w większym towarzystwie rozmawiamy jedynie o muzyce, filmach, książkach i laskach, wiedząc, że każda dyskusja na tematy polityczne doprowadziłaby imprezę do katastrofy. W ramach kompromisu my nie zakładamy koszulek z Żołnierzami Wyklętymi, oni nie przypinają znaczków KOD i jakoś to idzie.

W tym miejscu warto wspomnieć, że wśród lemingów są wartościowi i inteligentni ludzie. Wiadomość ta dla niektórych może być szokiem, ale tak jest. Jedyna różnica między nami a nimi polega na tym, że oni dali sobie wmówić, iż system który panował w Polsce od 25 lat był idealnym i każda próba jego zmiany doprowadzi do tego, że Polska upadnie, morze wystąpi z brzegów, ziemia się zatrzęsie, wybuchną wulkany, kury przestaną znosić jaja, zapanuje dyktatura, księża zaczną dawać mandaty na brak różańca, a kobiety przestaną dawać – ogólnie bryndza, trzeba emigrować, bo nie da się żyć w „Tymkraju”.

Z tego, co wiadomo, mimo szumnych zapowiedzi, jak do tej pory nikt z powodu PiS-u nie wyemigrował. Wręcz przeciwnie: wracają ci, którzy nie są w stanie żyć w krajach, gdzie poprawność polityczna zabiła zdrowy rozsądek i kilka tysięcy osób.

Jednak, wbrew realiom, to co wyryte w mózgu już pozostanie: „PiS to samo zło”.

Program obecnie rządzących mogliśmy poznać podczas kampanii parlamentarnej w roku 2015, kiedy to zaprezentowano dokument opisujący główne założenia przyszłej polityki rządu. Obecnie ten program bardziej lub mniej skutecznie wprowadzany jest w życie, a jego efekty są już odczuwalne lub będą za kilka lat.

Reforma edukacji, dozbrojenie i reorganizacja armii, zmiany w dziedzinie kultury (położenie nacisku na twórczość lansującą postawy propaństwowe i patriotyczne), eliminowanie nowomowy związanej z „poprawnością polityczną”, rozpoczęcie procesu pluralizacji i repolonizacji mediów, obalanie mitu fałszywych autorytetów (w zasadzie to oni sami obalają swój mit kolejnymi wypowiedziami w mediach) , walka o równoprawną pozycję w UE, gospodarka zasobami środowiska wreszcie w rękach fachowców, respektowanie zasad równości obywateli wobec prawa, wolność słowa nie ograniczana nalotami na blogerów internetowych i niewygodne redakcje, wolność protestów dla niezadowolonych obywateli, dobre wyniki i prognozy gospodarcze, plan Morawieckiego, eliminacja ubóstwa wśród dzieci, wzrost płac, obniżka podatku CIT, zaostrzenie kary dla najgroźniejszych przestępców, ustawa antyterrorystyczna poprawiająca bezpieczeństwo wewnętrzne, wolny wybór dla rodziców w kwestii wieku dzieci rozpoczynających szkołę, wolny wybór w kwestii zakończenia działalności zawodowej, reforma wymiaru sprawiedliwości, spółki skarbu państwa z dodatnimi wynikami…

Pozytywów jest dużo więcej i kierunek jest propaństwowy, ale ci, którym wyryto w mózgach „PiS to zło” zdają się tego nie dostrzegać, koncentrując swoją uwagę na mało istotnych wpadkach rządu, rozdmuchiwanych przez media do niebotycznych rozmiarów. W tej sytuacji nie istnieje żaden czynnik, który sprawiłby, że ludzie nienawidzący obecnej władzy zmieniliby zdanie. Można by iść o zakład, że gdyby Kaczyński chodził po wodzie, stwierdzono by, że kurdupel nawet nie potrafi pływać.

O ile histeria lemingów napompowanych wiedzą płynącą z TVN i GazWyb jest zrozumiała, to histeria polityków będących obecnie w opozycji wykracza poza ramy zdroworozsądkowego myślenia. Dotyczy to szczególnie funkcjonariuszy Platformy Obywatelskiej. Zamiast schować się pod ziemię i odczekać, aż ludzie zapomną jakiego gnoju w kraju narobili, oraz liczyć na większą wpadkę PiS, oni nie potrafią siedzieć cicho. Urządzane przez nich happeningi z tabliczkami (niewyczerpane źródło memów) oraz eventy z blokowaniem i śpiewami Muchy z trybuny sejmowej, wota nieufności kończące się samozaoraniem i niemal codzienne odpalanie z wielką pompą rakiet, które ostatecznie mają zniszczyć PiS, można zakwalifikować jako działania kabaretowe i krótkotrwałe. Rakiety typu „Wiewiórka”, czy „Stłuczki” okazują się na dodatek niewypałami i przypominają nieco działania wojenne Kim Dzong Una, który nadyma się jak balon i co miesiąc odpala rakietę mającą nieodwracalnie zniszczyć imperialistyczną Amerykę, jak w tym starym dowcipie:

„Zebrał wódz koreański Kim Dzong Un całą swoją radę na naradę wojenną:
– Koreańczycy! Jesteśmy wielkim narodem?
– Taaaaak!
– To dlaczego nie mamy własnej rakiety z ładunkiem nuklearnym?
– Taaaa… Zbudujemy? Huurraaa!!!
Ścięli toporkami największą sosnę w okolicy, wydrążyli ją w trudzie i znoju, według starej, koreańskiej recepty wyprodukowali proch, napchali do wydrążonego pnia, zapletli linę z lian i jako lont wyprowadzili na zewnątrz rakiety.
– Gdzie ją wystrzelimy?
– Na Nowy Jork!
– A dlaczego na Nowy Jork?
– Innych amerykańskich miast nie znamy…
Napisali na rakiecie „Na Nowy Jork”, zbili się w gromadę i podpalili lont.

Jak nie pizgło!!! Prawdziwy Armagedon! Dym, swąd, wszystkich rozrzuciło w promieniu kilkunastu metrów… Wódz otrzepuje się z kurzu i mówi:
– Ja pie*dolę!!! Wyobrażacie sobie, co się dzieje w Nowym Jorku???”

Rachunek prawdopodobieństwa mówi, że jeśli wystrzeli się dużą ilość rakiet, to jest szansa, że jedna trafi w cel. Rakieta, która trafiła w cel była skierowana na Bartłomieja Misiewicza, zaufanego człowieka Antoniego Macierewicza. Do końca jednak nie wiadomo, czy w tym wypadku celowniczym była PO, czy fachowcy z byłego WSI. W grudniu 2015 Misiewicz przeprowadził udaną akcję odbicia CEK NATO z rąk kolesiów współpracujących z rosyjską SKW. Za to musiała spotkać go kara, bo WSI nie zapomina i nie wybacza. Został skutecznie trafiony i zatopiony.

Można by się jeszcze długo śmiać z wiekopomnych prób Platformy Obywatelskiej, które mają zniszczyć konkurencję, gdyby nie jeden fakt: rząd nie robi nic, albo bardzo mało, żeby ośmieszyć te działania i równocześnie zareklamować to, co robi. Motto, którym się kieruje brzmi tak: „Robimy dobrze, spełniamy obietnice, kraj rozkwita, więc dlaczego mamy się jeszcze tłumaczyć?”

Prawica zapomina o tym, że aby wygrać następne wybory, nie wystarczy mieć dobry program i go realizować. Trzeba wziąć pod uwagę fakt, że Polacy choć są narodem inteligentnym, w dziedzinie polityki są w 70% idiotami o inteligencji bakterii. Wynika to głównie z niedoinformowania lub nasycenia umysłów fałszywymi informacjami. W krajach Europy zachodniej, gdzie ludziom wmówiono, że politycy, którzy chcą zatrzymać nawałę islamską to populiści, a ci którzy chcą przyjąć jeszcze kilka milionów wyznawców Mahometa, to realiści, jest jeszcze gorzej, ale to żadne pocieszenie. Zostańmy zatem na naszym podwórku.

Sama realizacja programu wyborczego, choćby był doskonały i wizjonerski, nie wystarczy. Trzeba jeszcze pięknie śpiewać i tańczyć przed publicznością. Tę umiejętność Platforma opanowała doskonale, a PiS dopiero raczkuje. Wybory prezydenckie pokazały jednak pewien postęp: arcyidiota Komorowski wygrałby z Andrzejem Dudą, gdyby ten nie miał świetnej oprawy i sugestywnego przekazu skierowanego do szerokiej rzeszy wyborców. Podobnie było z wyborami parlamentarnymi. Niestety, po obu wygranych wyborach PiS skoncentrował się na codziennej pracy, zamiast nadal dbać o należytą oprawę medialną. Zamiast błyskotliwej polityki informacyjnej mamy schemat „robimy dobrze, więc co się czepiacie?”

Czy wobec tego warto pisać o programach, skoro o zwycięstwie decyduje jedynie oprawa i dobry PR? Warto, bo mimo wszystko istnieje w Polsce grupa wyborców, którym nie jest obojętne, co szykują dla nich przyszli rządzący.

Tytuł felietonu wskazuje, który program weźmiemy na tapetę i w tym miejscu postaram się uzasadnić, dlaczego akurat ten.

Obecnie na scenie politycznej zaznacza swą obecność kilka mniej lub bardziej poważnych partii. Najważniejsza jest, oczywiście partia, która z prawicowymi koalicjantami ma większość pozwalającą na rządzenie. Jej program oraz realizację znamy z autopsji.

Nową partią jest .Nowoczesna, która jest w zasadzie nieudanym eksperymentem polegającym na stworzeniu dla wyborców PO sztucznej alternatywy. Jedyną zaletą tej partii jest to, że jej członkowie i członkinie dostarczają nam codziennych porcji zdrowego humoru. W tej dziedzinie największą aktywność przejawia sam szef, którego teksty przejdą do historii i powstanie na ich podstawie książka. O powadze tego polityka (oprócz tekstów) świadczy fakt, że podczas sławnego grudniowego puczu, kiedy krew lała się strumieniami, ranne diduszki zalegały na ulicach, umęczone posłanki Luftwafe i Szlezwig-Holsztajn bohatersko spożywały pasztet bożonarodzeniowy w sali sejmowej, ten mąż stanu jednego dnia wygłaszał z marsową miną oświadczenie o kryzysie, w jakim znalazło się państwo, a drugiego leciał na Maderę w celu uprawiania prokreacji rekreacyjnej ze swoją koleżanką partyjną. Z powyższych względów nie zadałem sobie trudu, aby sprawdzić, czy program tego ugrupowania istnieje, a jeśli tak, to co zawiera.

Program Kukiz’15 polega na postulatach, które można ująć w kilku słowach: zmiana Konstytucji, oddanie władzy ludziom i obalenie partiokracji. Kierunek jest dobry, jednak diabeł tkwi w szczegółach, a to odbiera temu programowi realizm. Mimo, iż wygenerowali szereg dobrych pomysłów, które warto wcielić w życie, bałbym się przekazać ster rządów w ręce Pawła, bo obawiam się, że w momencie krytycznym stwierdziłby, że pier*oli politykę i wraca na scenę. Brutalnie zatem stwierdzę, że największym atutem tej partii są ci, którzy z niej odeszli i ci, którzy powinni odejść. Pewne nadzieje chciałbym wiązać z Kołem Republikanów założonym przez inteligentne ex Wojowniczki. Jednak to dalsza przyszłość.

O programie PSL można powiedzieć jedno: ta partia pójdzie do łóżka z każdym, kto ją zechce i zapłaci. Prostytucja w Polsce nie jest zakazana, więc mają do tego pełne prawo. Wypada jedynie stwierdzić, że nic dla kraju nie zrobili, poza wynegocjowaniem niskich dopłat dla rolników i wysokich cen za gaz z Rosji.

Poza parlamentem mamy jeszcze ekipę, dla której wszystko poza Korwinem to socjalizm (znieśmy podatki i jakoś to będzie) oraz ekipę młodych marksistów, dla których wszystko poza Marksem to imperializm (podnieśmy podatki do oporu i jakoś to będzie). Programami tych ekip i działalnością,głównie pod katem powiązań z sowietami powinny zainteresować się służby. Wyborcy nic ciekawego tam nie znajdą.

Jedyną partią, która jest w obecnej sytuacji zagrozić rządzącym (sama lub w koalicji) jest Platforma Obywatelska, która przez 8 lat rządzenia umocniła istniejącą po Okrągłym Stole sieć powiązań, opanowując praktycznie wszystkie dziedziny życia. Może liczyć na stały elektorat składający się ze zdemoralizowanych profitentów układu, oraz zwykłych zmanipulowanych obywateli, do których świadomości nie dotarł jeszcze fakt, że byli okradani, ale którzy wiedzą, że „PiS to zło”. Jak już wspomniałem na początku, program nie jest zbyt ważny. Liczy się tylko to, żeby odsunąć od władzy PiS i „żeby było, tak jak było”.

Dlaczego więc zajmujemy się programem Platformy Obywatelskiej?

Dlatego, że, jak już napisałem na wstępie, istnieje grupa wyborców, których interesuje, co ma do zaproponowania partia, która zamierza odzyskać władzę.

I teraz zrobi się naprawdę ciekawie.

Ale o tym w drugiej części.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.